Trudno jednoznacznie określić, kiedy powstał pierwszy obraz Madonny karmiącej. Historycy sztuki są raczej zgodni, że tradycja rozpoczęła się ok. XII wieku we Włoszech i innych krajach Europy Zachodniej. Szczególnie widoczna była w Toskanii i Hiszpanii. Wcześniejszy przykład znajduje się na fresku w Katakumbach Pryscylli w Rzymie. Panorama Nowego Jorku z Transmitter Park w Greenpoint, Brooklyn, licencja: shutterstock/By Felix Lipov; W Nowym Jorku działa wiele polskich organizacji i instytutów, takich jak Fundacja Paderewskiego, Instytut Józefa Piłsudskiego, Fundacja Kościuszkowska, Polski Instytut Kulturalny, Polski Instytut Naukowy czy Liga Polska w Ameryce. Także dlatego powinniśmy robić wszystko, co w naszej mocy, żeby wojna na Ukrainie zakończyła się jak najszybciej” – powiedział PAP konsul generalny RP w Nowym Jorku Adrian Kubicki. Wyraził nadzieję, że przesłanie ekspozycji rysunków wzbogaconych opisami zachęci mieszkańców Nowego Jorku do refleksji. Data wydarzenia: 1927-03-19 .Bitwa pod Grunwaldem - obraz olejny Jana Matejki namalowany w latach 1872-1878, w 1878 wystawiony w pałacu Wielopolskich w Krakowie, od 1902 w zbiorach Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, dar społeczeństwa Królestwa Polskiego; od 1945 w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie (nr inw. Bajgiel to wypiek, który najprawdopodobniej powstał w naszym kraju i powędrował aż do Nowego Jorku, gdzie stał się jednym z symboli miasta. Jeżeli chcecie dowiedzieć się jak do tego doszło, zapraszamy do prześledźmy historii o tym, jak żydowskie pieczywo obrzędowe przedostało się za Ocean i stało się składnikiem wielbionych Z Wikipedii, wolnej encyklopedii. Martin Marcantonio Luciano Scorsese (ur. Nowym Jorku) – amerykański reżyser, scenarzysta, montażysta, aktor i producent filmowy. Laureat za reżyserię filmu doktor honoris causa Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi. p5pdww. Pieczęć Nowego Jorku Nowy Jork jest najbardziej zaludnionym miastem w USA, jednym z najgęściej zaludnionych obszarów metropolitalnych na świecie. Miasto położone jest nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego w stanie o tej samej nazwie. Jako największy port świata, Nowy Jork składa się z pięciu dzielnic: Bronx, Brooklyn, Manhattan, Queens i Staten Island, które zostały połączone w jedno miasto w 1898 roku. Nowy Jork został założony na początku XVII wieku, do 1664 roku nosił nazwę Nowy Amsterdam. Dawno, dawno temu na terytorium współczesnego Nowego Jorku żyły plemiona Indian. Pierwsi europejscy mieszkańcy pojawili się tutaj w 1624 r., Kiedy w Nowym Amsterdamie powstała holenderska firma handlująca futrami. W 1664 r. Gubernator Steivesant przekazał Brytyjczykom Nowy Amsterdam w zamian za kolonię Surinamu. Książę Yorku natychmiast przemianował miasto na Nowy Jork. W 1776 r. Na Brooklynie miała miejsce największa bitwa o niepodległość USA - bitwa o wyspę London, w której Amerykanie zostali pokonani. Miasto stało się brytyjską bazą wojskową i polityczną. Zaledwie siedem lat później Amerykanie ponownie objęli Nowy Jork. W XIX wieku, z powodu ogromnego napływu imigrantów, wielkość Nowego Jorku gwałtownie wzrosła. W tym okresie opracowano plan architektoniczny rozwoju miasta. W 1835 r. Nowy Jork stał się największym miastem w Stanach Zjednoczonych.. Od XX wieku Nowy Jork stał się najważniejszym światowym centrum finansowym i przemysłowym. W latach 30. w mieście zbudowano kilka drapaczy chmur, które stały się pierwszą metropolią na świecie, która przekroczyła 10-milionową liczbę mieszkańców.. Powrót Weteranów Wojny Światowej i bezpieczeństwo Nowego Jorku w latach wojny wywołały powojenny boom gospodarczy i rozwój dużych obszarów mieszkalnych. Nowy Jork, z Wall Street i siedzibą główną ONZ, zajął dominującą pozycję gospodarczą i polityczną na świecie.. Wiele obszarów i atrakcji Nowego Jorku jest dziś dobrze znanych, miasto odwiedza około 55 milionów turystów rocznie. To najczęściej fotografowane miasto na świecie. Times Square to jedno z najbardziej ruchliwych skrzyżowań na świecie i największe centrum globalnej branży rozrywkowej. Niektóre z najbardziej znanych zabytków miasta to Statua Wolności, teatry na Broadwayu, Central Park, Metropolitan Museum of Art, Rockefeller Center, Fifth Avenue, Empire State Building i wiele, wiele innych. Zdjęcia z Nowego Jorku Podobne artykuły "Elvis" Baza Luhrmanna to kiepski film, który jednak świetnie się ogląda. Austin Butler w głównej roli sprawia, że ikona sprzed lat znów ma na ekranie pazur Dojrzały, doświadczony przez życie bohater "Księgarni w Paryżu" ucieka przed rzeczywistością w świat książek. A może dopiero w nim jest sobą? Z pewnością propozycja Serio Castellitto jest szlachetną baśnią Nadava Lapida w "Kolanie Ahed" gubi zaś własne ego. Film o kulturze na uwięzi prawicowych rządów zmienia się w narcystyczny (auto?)portret reżysera Francuz, Jacques Audiard, decyduje się zaś odwrócić kamerę od siebie i przygląda się codzienności ludzi wchodzących w dorosłość w dzisiejszym Paryżu Więcej takich wywiadów znajdziesz na stronie głównej Onetu Biodra Elvisa Kadr z filmu "Elvis" Może to najgłośniejsza premiera tego roku? Na ostatnim festiwalu w Cannes pokaz "Top Gun: Maverick" z towarzyszącym mu przelotem myśliwców nad Lazurowym Wybrzeżem oraz właśnie "Elvis" z imprezą na pół Croisette przypominały, że Hollywood budzi się z pandemicznego snu. Z hukiem. "Top Gun: Maverick": w starym, dobrym stylu [RECENZJA] Miejmy to z głowy: Baz Luhrmann zrobił niedobry film. Scenariusz jest tu niemal prostacki: stary agent muzyka, pułkownik Tom Parker, opowiada z offu jego życiorys. Dialogi często okazują się banalne, struktura zachwiana. W absurdalnie rozwleczonym filmie Elvis mozolnie wdrapuje się na szczyt, podczas gdy obraz ostatnich dwóch dekad jego życia sprawia wrażenie, jakby ktoś z poglądem przewijał naprzód kasetę VHS. Kontrowersje budzi rola Toma Hanksa jako Parkera. Całość zachodnia prasa określa przymiotnikami deliryczny, pogmatwany, nieciekawy. Ale cholera, warto to obejrzeć. Baz Luhrmann kocha show, glamour i splendor. Potrafi zrobić ujęcie tyleż tandetne, co fascynujące. Nie jest zaskoczeniem, że świetnie reżyseruje występy piosenkarza. Ale też pokazuje, dlaczego Elvis wywoływał tak skrajne emocje. Przywraca mu pazur. Z jednej strony siła, której w śniącym swój amerykański sen społeczeństwie lat 50. miało nie być: seksualność. Z drugiej kwestia jeszcze bardziej kłopotliwa: rasa. "Biały chłopak o czarnych biodrach" — pisali o piosenkarzu z Memphis komentatorzy. Jego muzyka miała niebezpieczną energię łaknących równości Afroamerykanów. Luhrmann nie potrzebuje wielu piosenek, aby pokazać ewolucję Presleya. Woli śledzić te same kawałki, które na ekranie zmieniają swoje znaczenie. Mały Elvis w czarnej dzielnicy Memphis widzi, jak facet gra "Hound Dog" na zdezelowanej gitarze w drewnianym baraku, a w każdej nucie zawarty jest tu jego krzyk wolności. Muzyk przeniesie ten numer do tanbcbud, knajp typu diners, a po kilku dekadach w barokowej aranżacji na scenę hotelu International w Las Vegas. Za każdym razem zabrzmi on zupełnie inaczej. Bo także o tym jest Elvis: o narodzinach nowoczesnego muzycznego biznesu, bezlitosnej monetyzacji cudzego talentu, komercjalizacji buntu kilku pokoleń. Cóż, Luhrmann nie lubi wąskich wachlarzy — ani tematów, ani filmowych środków. Więc robi ten swój epicki spektakl i przypomina, że każdy ma w sobie dziecko, które przestraszy się wjazdu pociągu na stację La Ciotat. Nawet krytyk. "Elvis", reż. Baza Luhrmann, Warner Bros Świat w starym stylu Charakterystyczne: Nowy Jork miał swój sklep z tytoniem z "Dymu" i "Brooklyn Boogie". Snobistyczna Europa wybiera księgarnię. Ale schemat pozostaje podobny. Tytułową "Księgarnię w Paryżu" prowadzi dojrzały Włoch, który przyjechał do Francji, gdy jego życie się rozpadło. To miejsce, w którym drzwi się nie zamykają. Facet z kawiarni obok codziennie przychodzi tu z kawą i croissantem, młody ksiądz szuka lektur na podróże z partnerem, w witrynę zagląda kwiaciarka z sąsiedztwa. Starszy profesor regularnie podkrada książki, a właściciel udaje, że nie widzi. W końcu zaczyna tam przychodzić jeszcze jedna osoba, która stanie się ważna w tej opowieści: aktorka okolicznego teatru. Działały na niego silniej niż narkotyki. Witkacy słynął z licznych kochanek Foto: Materiały prasowe Kadr z filmu "Księgarnia w Paryżu" Sergio Castellitto jednak nie tylko zasypuje widza bon motami (choć niektóre bawią: kiedy księgarz słyszy, że klient "szuka książki o starym facecie, który zgrywa intelektualistę, a naprawdę jest tylko napalony na tabuny kobiet", odpowiada: "Ma pan duży wybór: Victor Hugo, Simenon, Bukowski, Philip Roth. A to początek"). To opowieść o wychodzeniu z życiowego impasu. Bohater opiekuje się córką sparaliżowaną i straumatyzowaną po wypadku na basenie. Oboje zamknęli się we własnym świecie. Włoski reżyser i aktor nie udaje, że jego film jest czymś więcej, niż uroczą baśnią. Chyba wie również, że ten intelektualno-paryski świat w starym stylu wypada pretensjonalnie. Ale czasem i takie historie okazują się nam potrzebne, aby w biegu złapać trochę oddechu. "Księgarnia w Paryżu", reż. Sergio Castellitto, Aurora Films Bloki Paryża Prawdziwy natomiast jest Paryż Jacquesa Audiarda. W "Paryżu, 13. dzielnicy" ekranizacji komiksu "Śmiech i śmierć" Adriana Tomine’a, właściwie nie ma fabuły. Są młodzi bohaterowie, którzy wśród wieżowców z tytułowej części miasta wchodzą w dorosłe życie. Studiują, łapią się dorywczych zajęć, mierzą z odmiennymi uczuciami. Jedna dziewczyna miała tylko sypiać ze współlokatorem, ale zakochuje się w nim. Chłopak próbuje odnaleźć się w nowej pracy. Pracownica biura nieruchomości wpada w fascynację kobietą poznaną przez seks-kamerę. Ot, wszystko się jakoś toczy. Foto: Materiały prasowe Kadr z filmu "Paryż, 13. dzielnica" Charakterystyczne czarno-białe zdjęcia jeszcze mocniej nadają tej historii uniwersalizmu. 70-letniemu Audiardowi udaje się stworzyć wiarygodny portret współczesnych młodych ludzi. Imponuje tu tolerancja, jaką mają wobec siebie nawzajem, swoich uczuć, odmiennych pomysłów na życie. Związki często im się rozpadają, ale zostają przyjaźnie i bliskość. Nie trzeba nikomu udowadniać, że płeć i seksualność są płynne. Choć przecież takie życie też ma swoją cenę: niestabilności i niepewności jutra. Reżyser rezygnuje ze zbędnych komentarzy. Po ostrych społecznych filmach proponuje po prostu refleksyjną balladę na cześć codzienności. "Paryż, 13 dzielnica", reż. Jacques Audiard, Gutek Film Pustynia Izraela "Kolano Ahed" jest chyba wypadkiem przy pracy. Laureat Złotego Niedźwiedzia za "Synonimy" zrobił wsobny i narcystyczny film, który pachnie toksyczną męskością. Ahed Tamimi pochodzi z palestyńskiej wsi Nabił Saleh. Kiedy miała szesnaście lat, w czasie demonstracji przed jej domem doszło do zamieszek między izraelskim wojskiem a protestującymi. Dziewczyna wdała się w sprzeczkę z uzbrojonym żołnierzem, uderzyła go kilka razy. Nagranie incydentu trafiło do sieci. Dwa dni później została aresztowana, a nacjonalistyczny poseł Bezalel Smotrich publicznie nawoływał do przestrzenia jej kolana. Nadav Lapid wraca do tej historii w filmie regularnie, sięga po nagrania archiwalne. Tyle tylko, że sprawa tak naprawdę niewiele ma wspólnego z resztą fabuły. Ta bowiem rozgrywa się w prowincjonalnym izraelskim domu kultury, gdzie na spotkanie z widzami przyjeżdża słynny reżyser. Wita go pracownica ministerstwa kultury. Najpierw panuje między nimi seksualne napięcie. Później artysta pastwi się nad dziewczyną, bo poprosiła go o podpisanie wymaganego przez ministerstwo papieru, że poruszą tematy związane z filmem. Cenzura? Może. Prawicowe władze, które próbują opleść wszystkich mackami swojej wizji świata? Tak. Ale i kobieta świadoma, że tylko idąc na kompromisy może sprawić, że cokolwiek wydarzy się w mieście pośrodku pustyni. I tylko zapatrzony w siebie, naiwny artysta myli prowokację z przemocą wobec ludzi, którzy jego zdaniem znajdują się niżej w hierarchii. "Kolano Ahed", reż. Nadav Lapid, SNH Dziura w ścianie Cóż, na upartego można by nawet uznać, że "Room 203" ma pierwiastek feministyczny. W rzeczywistości pozostaje uroczym w swojej nieporadności horrorem klasy B. Dwie dziewczyny przyjeżdżają do miasta studiować. W mieszkaniu jednak jest dziura w ścianie. Już wcześniej wywoływała ona zjawiska nadprzyrodzone. I nie zamierza przestać. Jeden kadr wystarczy, by przerazić. "Serce może tego nie wytrzymać" Ben Jagger stosuje całą feerię horrorowych zabiegów z lat 80. Jego propozycja nie ma nic wspólnego z czasami Jordana Peele’a czy Julii Ducournau. Raczej od razu trafi na pokazy złych filmów. Zagadka z przeszłości jest tu płaska, płytka i oczywista. Ale może właśnie dlatego znajdzie swoich fanów? Ben Jagger ściąga fanów kina grozy do czasów, gdy ten gatunek przynależał do rozrywek jarmarcznych. A jednocześnie na swój sposób broni kobiety. A nuż ta prostota okaże się atrakcyjna? "Room 203", Ben Jagger, Best Film (asr) Najbardziej zawsze boję się jechać w miejsca, o którym bardzo długo marzyłam. Oczekiwania rosną z każdym przeczytanym artykułem, obejrzanym filmem, kolejnymi zdjęciami w internecie. Dokładnie tak było z Nowym Jorkiem, do którego leciałam w maju tego roku. Wielkie nadzieje, oczekiwania mogły łatwo zostać rozwiane przez rzeczywistość, zdarzało się już wcześniej w czasie moich podróży. Jednak od pierwszych chwil Nowy Jork mnie nie zawiódł, co więcej poczułam się w nim jak w domu. Od pierwszych minut na lotnisku, gdzie każdy witał mnie szerokim uśmiechem i osławionym już how you’re doing? Amerykańska mentalność jest mi szczególnie bliska, nawiązywanie kontaktu, nawet jeśli tylko na chwilę, krótka rozmowa w windzie czy kolejce w sklepie. W Nowym Jorku, zatłoczonym, pośpiesznym, ciasnym miałam wrażenie, że faktycznie zauważa się drugiego człowieka. Było to coś, czego zupełnie się nie spodziewałam. Nawet jeśli te kontakty zawierane są tylko na chwilę, miło jest być zauważonym. Nowojorczycy uchodzą za niegrzecznych (żeby nie powiedzieć dosadniej), ciągle się śpieszą, bo przecież time is money, a jednak ja spotkałam się z ich strony wyłącznie z życzliwością. Zagadywali, kiedy wyglądałam na zagubioną, interesowali się tym, skąd jestem, następnie gdzie nauczyłam się tak dobrze mówić po angielsku (to nie brak skromności, po prostu mam tak, że w kilka chwil umiem dostosować akcent i styl mówienia do osoby, z którą rozmawiam). Zaczepiali na zwykły small talk w sklepie czy pod food truckiem. Mimowolnie stałam się świadkiem ślubu pewnej pary pod Mostem Brooklyńskim i gratulowałam nowożeńcom, choć nawet się nie znaliśmy. Taki jest właśnie Nowy Jork i rozumiem, dlaczego przyciąga tak wielu. Tu faktycznie wydaje się, że wszystko jest możliwe, że jest się częścią elektryzującej mieszanki kulturowej, kiedy na ulicach częściej niż angielski słyszy się hiszpański czy jidysz. Jak ugryźć Wielkie Jabłko, by spełnić swoje marzenie o Nowym Jorku? Zacznę może od tego, że na pewno jest to miasto na więcej niż jedną wyprawę. Za pierwszym razem każdy skupia się na klasykach i ani nie ma się co temu dziwić, ani nie ma w tym nic złego. Każdy chce przejść się Mostem Brooklyńskim, najlepiej o zachodzie słońca, wybrać się do MET (Metropolitan Muzeum of Art) czy na Top Of the Rock na Rockefeller Center. A jak sprytnie zaplanować tydzień w Nowym Jorku, by skorzystać jak najwięcej? Mam nadzieję, że kilka moich podpowiedzi. A jeśli jeszcze nie czytaliście, zacznijcie koniecznie od informacji praktycznych! Spis treści1 Panorama Manhattanu z Long Island2 Z Midtown do Grand Budynek Chryslera3 Kultowe: Piąta Aleja, Flatrion, Wall Piąta Wall Street4 Greenwich Village: gdzie mieszkają Przyjaciele a gdzie Carrie?5 Most Brooklyński i Dumbo6 Central Park śladem filmowych scen7 Punkty Top of The Empire State One World Taras The MET8 Statua Wolności i Ellis Island9 11 września 9/11 Memorial Museum i Baseny – pomniki10 Manhattanhenge11 Street Art na Lower East Side12 Muzea w Nowym Amerykańskie Muzeum Historii The Muzeum Intrepid Sea, Air and Space13 Katedra Świętego Jana Bożego w Nowym Jorku14 Spektakl na Broadway’u Panorama Manhattanu z Long Island Zaraz po przylocie i przetransportowaniu się autobusem na Manhattan, ponieważ wciąż było wcześnie, postanowiłam powalczyć ze zmęczeniem i nie poddać senności. Miałam ogromne szczęście mieszkać u znajomej przy wschodniej 39., dzięki czemu mogłam wygodnie korzystać z tramwajów wodnych na East River przy wschodniej 34. Na zachód słońca wybrałam się właśnie tą drogą na Long Island (2,7$, bilet oddzielny jak na metro, choć w tej samej cenie). Panorama Manhattanu o zachodzie słońca robi naprawdę ogromne wrażenie. Deptak po stronie Long Island jest bardzo fajnie zagospodarowany i można tu przyjemnie spędzić popołudnie, wylegując się na trawie, licznych ławkach, wyszaleć się z psem na specjalnych wybiegach czy wypić drinka w nabrzeżnej knajpie. Z Midtown do Downtown Grand Central Następnego dnia, koło południa w końcu udaje mi się wybrać z domu, jet lag i braki snu w ostatniej dobie zrobiły swoje. Zaczynam od Grand Central, bo choć byłam tam przez chwilę po przyjeździe z lotniska, nawet nie miałam siły robić zdjęć. Niemniej od pierwszego spojrzenia zaskoczyły mnie rozmiary dworca – na filmach i zdjęciach wydawał mi się znacznie większy! Nie zmienia to faktu, że Grand Central jest pięknym dworcem, a jego wystrój powoduje ogromną chęć do rozpoczęcia podróży. Gdziekolwiek! Nic dziwnego, Grand Central jest największym dworcem kolejowym na świecie pod względem ilości peronów – jest ich 46! Obecnie dworzec to nie tylko miejsce rozpoczęcia dalekiej podróży, ale również stacja metra linii S, 4,5,6,7. Warto spojrzeć w górę, na suficie znajdziecie fluorescencyjne sztuczne niebo, na którym dopatrzyć można się wszystkich 12 znaków zodiaku oraz 2500 gwiazd. Dworzec jako budowla jest przykładem klasycznego dla Nowego Jorku nurtu architektonicznego zwanego Beaux-Art. Amerykańskie flagi w głównym hallu dworca wiszą tam od zamachów z 11 września 2001 roku. Sam dworzec był miejscem zamachu terrorystycznego w 1976 roku, kiedy chorwaccy nacjonaliści podłożyli ładunek wybuchowy w przechowalni bagażu, w wyniku czego zginęła 1 osoba, a 30 zostało rannych. Ciekawą akcję przeprowadzono z okazji 100-lecia Grand Central, kiedy to sklepikarze z dworca na jeden dzień, 1 lutego 2013 roku, powrócili do cen z 1903 roku i tak: chleb można było kupić za 6 centów, krewetki za 19 centów, a pucybut wypolerował buty za 10 centów. Jeśli macie czas i ochotę za 9$ (osoba dorosła, 7$ dzieci) można wynająć audio przewodnik i dowiedzieć się więcej o Grand Central. Grand Central w Nowym JorkuGrand Central w Nowym Jorku Budynek Chryslera Położony nieopodal Grand Central budynek Chryslera to jeden z wielu symboli Nowego Jorku, zbudowany w popularnym tutaj styku art déco w latach 1928-30. Ma 77 pięter i mierzy 319 metrów wysokości, jako pierwszy przekroczył wysokość 1000 stóp (305 metrów). Do 1031 roku był najwyższych budynków na świecie, kiedy przewyższył go Empire State Building, ale wciąż pozostaje najwyższym na świecie budynkiem zbudowanym z cegły. Dziś najdalej można wejść do lobby budynku (do godz. 16:30), które jest niezwykle eleganckie, nie ma tu tarasu widokowego (zamknięto go w 1945 roku), natomiast zdobienia i zewnętrzne elementy przypominają elementy samochodów chryslera. Wejście do budynku Chryslera Kultowe: Piąta Aleja, Flatrion, Wall Street Piąta Aleja Piąta Aleja, symbol Nowego Jorku, jedna z najdroższych ulic świata, od zawsze kojarzona była z bogatą dzielnicą mieszkalną. Ciągnie się od Washington Park w Greenwich Village aż do Harlemu. Pierwszy budynek wybudowany z myślą o celach typowo handlowych powstał w pierwszych latach XX wieku i wkrótce środkowy odcinek Piątej Alei stał się siedzibą dla wielu ekskluzywnych butików oraz słynnych domów towarowych jak Saks, Barney’s a bliżej Central Parku – oczywiście również Rockefeller Center, a także katedra Św. Patryka. Piąta Aleja często jest zamykana z uwagi na różne święta i parady, np. z okazji dnia Św. Patryka. Piąta Aleja to jednak nie tylko markowe butiki i sklepy, mieści się przy niej również tyle muzeów, że od przecinających je ulic 82. po 104 , nazywa się ten odcinek Piątej Alei Museum Mile. Mieszczą się tu Muzeum Miasta Nowy Jork, słynne The MET i Muzeum Guggenheima. Flatrion Idąc w dół Piątą Aleją, dojdziecie do słynnego budynku Flatrion z 1902 roku. Wieżowiec zajmuje trójkątną działkę w miejscu, gdzie krzyżują się ulice: Broadway, Ulicy 23 i Piąta Aleja. Co ciekawe, w czasach gdy powstał, nazywany był Fuller, od nazwy firmy budowlanej Georga A. Fullera z Chicago, ale teren, na którym powstał, od zawsze nazywany był Flat Iron. W najwęższym miejscu, na rogu ma 2 metry szerokości! Natomiast toalety dla kobiet znajdują się wyłącznie na nieparzystych piętrach, a męskie na parzystych. Śmiesznie, co? Niestety budynek Flatrion nie posiada żadnego tarasu widokowego. Wall Street Kierując się dalej na południe Manhattanu, dotrzemy na Wall Street. Zapomnijcie o zrobieniu sobie w sezonie zdjęcia ze słynnym bykiem, który przy okazji jest nielegalnym dziełem sztuki, dzikie chordy turystów okupują to biedne zwierze non-stop. Pierwotnie Wall Street nazywała się z duńskiego de Waal Straat. Budynek giełdy wygląda na trochę wciśnięty pomiędzy pozostałe budynki, działalność rozpoczyna się wraz z dzwonkiem o 9:30 i kończy o 16:00, jednak zwiedzanie nie jest możliwe. Greenwich Village: gdzie mieszkają Przyjaciele a gdzie Carrie? Dwie znane kamienice, obie w tej samej dzielnicy, dzieli je od siebie kilka przecznic. Zaczynam od kamienicy przy Perry Street, pod numerem 66, gdzie mieszkała w Seksie w wielkim mieście Carrie Bradshaw. Schody kamienicy dorobiły się łańcucha, bo pewnie każdy chciał mieć na nich zdjęcie. Trzy dziewczyny pstrykają selfie jedno za drugim, podczas kiedy ja czekam cierpliwie na swoją kolej, by zrobić zdjęcie. W tym czasie podchodzi do mnie chłopak i pyta, czy to jakaś znana kamienica. Ubawiłam się, a dziewczyny biednego chłopaka ofukały, że jak można tego nie wiedzieć. Tak czy owak, kamienica ma się świetnie, oczywiście zobaczyć można ją wyłącznie z zewnątrz, ale i tak warto. Drugą słynną kamienicą jest ta przy ulicy Bedford pod numerem 90, na rogu Grove Street, która przez dekadę udawała dom, w którym mieszkali serialowi Przyjaciele. Wygląda dokładnie tak samo, jak w czołówce serialu, na dole wciąż mieści się kawiarnia z czerwonym daszkiem. Oczywiście fani serialu doskonale wiedzą, że odcinki były kręcone w studiu w Hollywood. Kamienica Carrie Bradshaw z Seksu w wielkim mieście w Nowym JorkuKamienica z Przyjaciół w Nowym Jorku Most Brooklyński i Dumbo Czy jest ktoś, kogo nie zachwyca panorama Manhattanu z Mostem Brooklyńskim na pierwszym planie? Nie wierzę, jeśli teraz prychnęliście Pfff, ja?! To jeden z najfajniejszych i kultowych widoków na świecie! I zupełnie zrozumiałym jest, dlaczego każdy chce go uwiecznić na zdjęciu. Na Brooklyn wybrałam się dwukrotnie; raz, by podziwiać panoramę Manhattanu z mostem z nabrzeża, drugi raz, by przejść mostem z Brooklynu na Manhattan. Podczas obu wizyt zajrzałam na Dumbo, konkretnie wybrałam skrzyżowanie Water St. i Washington St., z którego podziwiać można Manhattan Bridge i Empire State Building, który widać idealnie w jednym z łuków mostu. Wielu na początku myśli, że to Brooklyn Bridge, u mnie nie było inaczej, dlatego długo nie mogłam namierzyć tego miejsca. Podczas pierwszej wizyty pojechałam na Brooklyn metrem do stacji Borough Hall, a następnie kierowałam się nad wodę, do promenady Brooklyn Heights. Po drodze podziwiałam piękne kamienice, jakie często znamy z filmów, które dzieją się w Nowym Jorku. Podczas tego podejścia do Mostu Brooklyńskiego najpierw podziwiałam go wraz ze znajdującym się po drugiej stronie East River Downtown ze wspomnianej promenady, potem niezbyt zgrabnie przechodząc pod potężnymi estakadami ślimaków prowadzących z i na most, zeszłam na Dumbo i mogłam podziwiać go od dołu, tuż obok słynnej karuzeli Jane’s Carousel. Na Manhattan wróciłam jednak metrem, ponieważ pogoda nie była moim sprzymierzeńcem. Kolejnego dnia miałam już jednak więcej szczęścia i po udanej wycieczce na Liberty Island, gdzie stoi Statua Wolności, i Ellis Island, z Battery Park przeszłam w okolice Wall Street, na nabrzeże nr 11, skąd odpływał tramwaj wodny na Dumbo. Tym razem między wspomnianymi wcześniej estakadami odnalazłam drogę na deptak dla pieszych na moście, wejście na wąskie schodki nie jest łatwo wypatrzyć, ale poznacie je latem po ulicznym sprzedawcy, oferującym zimne napoje strudzonym turystom. Deptak podzielony jest na pół i teoretycznie jedną stroną powinni się poruszać piesi, drugą rowerzyści, jednak robiąc zdjęcia i podziwiając panoramy turystom ciężko trzymać się tylko swojej strony. Most Brooklyński w Nowym JorkuDumbo w Nowym Jorku widok na Manhattan Bridge Most Brooklyński jest imponujący i wcale nie dziwi, że powstał dzięki uporowi jednej kobiety. Tak, dokładnie! Emily Warren Roebling, żona syna projektanta mostu, niemieckiego architekta Johna Augustusa Roeblinga, stanęła przed nie lada wyzwaniem. Po śmierci ojca jej mąż przejął projekt budowy mostu, jednak w wyniku choroby azotowej został sparaliżowany. Emily sama w pełni odpowiadała za ukończenie mostu, co jest nieco kuriozalne po koniec XIX wieku, biorąc pod uwagę, że nie wolno jej było nawet głosować. W 1883 roku dzięki uporowi Emily otwarto najdłuższy – 1834 metry – wiszący most oparty na pojedynczym przęśle, który na zawsze zmienił krajobraz Nowego Jorku. Central Park śladem filmowych scen Jedną z najfajniejszych wycieczek, na jakie się wybrałam podczas wizyty w Nowym Jorku była wycieczka śladem filmowych, słynnych lokalizacji na terenie Central Parku. Central Park TV & Movie Sites Walking Tour, organizowana przez On Location Tours zawarta jest w cenie New York Pass, można ją również wykupić bezpośrednio na stronie organizatora. Central Park, żebyście nabrali perspektywy, ma powierzchnię Monako i Watykanu razem wziętych, to takie trochę miasto w mieście. Park przecinają ulice, skrzyżowania, światła uliczne. Co ciekawe, biorąc pod uwagę rozmiary Central Parku dziwi, że jest on dopiero 5. co do wielkości w mieście. Na terenie parku mieści się szereg znanych miejsc jak The MET (Metropolitan Museum of Art), Central Park ZOO – co ciekawe, nie znajdziemy tu wszystkich zwierzaków znanych z animowanego Madagaskaru, ponieważ w Central Parku mieszkają wyłącznie pingwiny. Żeby wspomóc odwiedzających w Central Parku, przygotowano analogowy system nawigacyjny na latarniach. Na każdej znajdują się 4 cyfry i wystarczy wiedzieć jak je czytać, by nigdy się w parku nie zgubić. Dwie pierwsze cyfry to najbliższa ulica np. 82. kolejne dwie pomogą Wam odgadnąć czy jesteście bliżej wschodniej czy zachodniej części parku: parzyste oznaczają wschód, nieparzyste – zachód. Sprytnie, prawda? Central Park w Nowym JorkuCentral Park w Nowym JorkuCentral Park w Nowym JorkuCentral Park w Nowym Jorku Przez dziesięciolecia na terenie Central Parku kręcono dziesiątki filmów, wiele ze scen wpisało się do historii kinematografii, jak np. ostatnia scena z Kevin sam w Nowym Jorku, kiedy ojciec Kevina dostaje rachunek za wcześniejszy pobyt w hotelu Plaza, fragment z filmu Pan Popper i pingwiny z Jimem Carreyem, oczywiście Noc w Muzeum, który rozgrywa się w sąsiadującym z parkiem Muzeum Historii Naturalnej, To tylko seks z Milą Kunis i Justinem Timperlake (ten film, mimo swoich niskich lotów, bardzo fajnie pokazuje Nowy Jork), jeden z najbardziej znanych z lokalizacji w Central Parku właśnie – Zaczarowana z Amy Adams i Patrickiem Dempsay’em, czy Okup z Melem Gibsonem. To tylko raptem kilka filmów, które tu kręcono. Dokładne miejsca możecie poznać dzięki świetnym przewodnikom, niekiedy aktorom z On Location Tours. Punkty widokowe Nowy Jork z góry robi wrażenie i kiedyś na pewno wrócę, by zrobić jedną rzecz, które z finansowego rozsądku nie zrobiłam – lot helikopterem nad Manhattanem. To musi być niesamowity widok! Niemniej słynne punkty widokowe Wielkiego Jabłka dostarczają też nie lada widoków, a który jest najlepszy? Top of The Rock Wejście z ulicy, szczególnie w sezonie raczej Wam się nie uda. Bilet, niezależnie czy chcecie kupić pojedynczo czy macie zawarty w New York Pass, należy odebrać na konkretną godzinę wejścia najlepiej rano (czynne od 8:00). To bardzo ważne, bo wejście na godziny naprawdę obowiązuje i o ile być może wejdziecie chwile wcześniej, o tyle po czasie na bilecie – nie macie już szans. Wjazd na górę trwa dość długo: najpierw zbiera się kolejka, potem wjeżdża się windą kilka pięter, gdzie czeka nas kontrola bezpieczeństwa. Następnie fotka pamiątkowa dla chętnych – za milion kosmodolarów, film o historii Rockefeller Center – znacie to słynne zdjęcie robotników siedzących wysoko na metalowym pręcie? Zrobione zostaoł podczas budowy Rockefeller Center. Wreszcie wjazd właściwą windą na 70. piętro, skąd można podziwiać Manhattan przez oszklony taras (z przerwami, w które wjedzie obiektyw). Z tego poziomu można pieszo wejść jeszcze wyżej, gdzie już nie ma żadnych barier czy osłon. Czy widok jest powalający? W stronę Downtown na pewno, widać dobrze Empire State Building a przy dobrej widoczności nawet sam koniec wyspy. Niestety widok, na który najbardziej się nastawiałam, czyli panorama Central Parku jest właściwie całkiem zrujnowana przez dwa wieżowce, które akurat się budują i konkretnie psują widok. Zjazd na dół zajmuje jeszcze więcej niż wjazd, ponieważ pobyt na górze nie jest czasowo limitowany, więc nigdy nie wiadomo, ile osób na raz będzie chciało zjechać. Cała operacja zajęła mi 1,5 godziny. Więcej na Top of the Rock. WIdok na Empire State Building z Top of the RockPanorama Nowego Jorku z Top of the RockPanorama Nowego Jorku z Top of the Rock Empire State Building Zaraz z Top of the Rock poszłam za ciosem i pojechałam na Empire State Building. Taras widokowy znajduje się znacznie niżej niż na Top of the Rock, jednak według mnie to wyłącznie zaleta – widać więcej szczegółów na Manhattanie. Tarasy widokowe w Empire mieszczą się na 86 piętrze i na 102 piętrze (ten drugi w przypadku korzystania z New York Pass jest dodatkowo płatne 15$). Więcej na stronie Empire State Building. Jednak widok z 86 piętra jest o tyle rewelacyjny, że nie ma szyb (w przeciwieństwie do 102 piętra), duże oczka w ochronnej siatce pozwalają spokojnie zrobić zdjęcia. Można kupić wejściówki jednorazowe i wybrać się o dowolnej porze, można kupić bilet uprawniający do wejścia i za dnia i nocą (taras jest czynny do 2 w nocy). Na 80 piętrze znajduje się wystawa opowiadająca o historii Empire State Building. Budowa budynku, który otrzymał nazwę od przydomku, jaki ma Nowy Jork Empire State, zajęła rok i 45 dni (został ukończony w 1931 roku) i do 1973 roku był on najwyższym budynkiem w mieście. Styl, w jakim wybudowano Empire State Building to, podobnie jak w przypadku wielu innych słynnych nowojorskich budynków, art déco. Charakterystyczna dla tego stylu iglica pierwotnie miała służyć jako punkt cumowania sterowców, jednak po pierwszych testach okazało się, że nie był to trafiony pomysł. Ciekawostką jest, że Empire State Building ma swój własny kod pocztowy: 10118. Oświetlenie górnej części budynku i jego kolory zależą od pory roku oraz obchodzonego w danym dniu święta. Panorama Nowego Jorku z Empire State Building One World Observatory Ilekroć przymierzałam się do One World Obserwatory albo mgła sięgała połowy budynku, albo byłam akurat w zupełnie innej części miasta. Taras widokowy jest tu przeszklony, a ponieważ budynek znajduje się niżej nad poziomem morza niż wcześniej wymienione punkty widokowe, dzięki czemu daje nieco inne spojrzenie na Manhattan, Most Brooklyński oraz obie rzeki Hudson i East River. Wejście na One World Observatory nie jest zawarte w New York Pass, ceny biletów zaczynają się od 42,46$. Więcej informacji na stronie One World Observatory. Więcej na temat wrażeń z One World Observatory przeczytacie o moich ulubionych specjalistów od USA: Magdy i Przemka z GeekiPodróżniki. One World powstał w miejscu wieżowców World Trade Center zniszczonych w zamachach z 11 września. Otwarcie nastąpiło w 2014 roku a budynek mierzy 541 metrów, czyli 1776 stóp, które symbolicznie oznaczają datę ogłoszenia Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych. Aktualnie jest to najwyższy budynek w USA. Taras The MET O samym Muzeum napiszę Wam kilka słów niżej, niemniej taras widokowy na 5. piętrze stanowi naprawdę genialny punkt widokowy na Midtown i Central Park. By dostać się na taras, najlepiej abyście odnaleźli klatkę schodową, ponieważ kolejka do windy bywa długaśna. Nie obowiązuje dodatkowa opłata za wejście na taras widokowy, wszystko mieści się w ramach biletu wstępu do The MET (25$), który znajduje się w cenie New York Pass. Statua Wolności i Ellis Island Decyzje o wybraniu się na Liberty Island, gdzie stoi Statua Wolności i Ellis Island, na której znajduje się genialne Muzeum Emigracji, podjęłam dość spontanicznie, pod wpływem poprawiającej się pogody. Jeszcze rano wydawało się, że cały dzień będzie pochmurny, a tymczasem Nowy Jork jak zwykle zrobił mi niespodziankę. Po dotarciu do Battery Park na południowym krańcu Manhattanu, dzierżąc w dłoni New York Pass, udałam się do kasy, by odebrać właściwy bilet (normalna cena 18,5 $), który ważny był przez kolejne 3 dni. Myślę, że to fajna opcja, jeśli pogoda negatywnie Was zaskoczy. Następnie z biletem w ręku stanęłam w mega długaśnej kolejce do security (poziom lotniskowy), w której przyszło mi stać dobre pół godziny. Po przejściu security poszło już łatwo, dwupoziomowy statek powoli zapełniał się turystami. Pierwszy przystanek: Liberty Island, czyli tam, gdzie stoi Statua Wolności. Wejście na amerykański symbol – mam na myśli koronę Mrs Liberty – należy rezerwować z 3-4-miesięcznym wyprzedzeniem, a z samym wejściem wiąże się wiele obostrzeń (nie można wnosić napojów, jedzenia ani plecaków). Natomiast w ramach biletu na wycieczkę można na Liberty Island wysiąść i poobcować bliżej z jedną z najsłynniejszych budowli świata. Statki kursują wahadłowo co 15-30 minut w zależności od pory dnia. Jeśli, podobnie jak ja, nie będziecie mieli potrzeby wysiadać na Liberty Island (głównie z uwagi na kosmiczne tłumy oczekujące na wejście na prom), kolejny przystanek to Ellis Island, na której kryje się bardzo ciekawe Muzeum Emigracji (wstęp i audio przewodnik w cenie promu). Dzięki bardzo praktycznemu audio przewodnikowi możemy poczuć się jak ci wszyscy emigranci przybywający pod koniec XIX drogą morską do Ameryki. Realistyczne opisy i zdjęcia są naprawdę przejmujące, z łatwością można odszukać tu ślady naszych rodaków. Wizyta w Muzeum Emigracji to jeden z ważniejszych punktów programu podczas wizyty w Nowym Jorku, ponieważ pozwala zrozumieć dzisiejsze miasto i jak wielką rolę odegrali emigranci w jego powstawaniu i rozwoju. Dodatkowo widok na Manhattan jest wprost przepiękny! Z Ellis Island możecie wrócić na Liberty Island lub do Battery Park na Manhattanie, skąd wyruszyłam. Więcej informacji – sprawdź! Statua Wolności w Nowym Jorku 11 września 2001 Tragiczne zamachy terrorystyczne w Stanach Zjednoczonych z 11 września 2001 roku są, jak sądzę bliskie nam wszystkim, którzy ich przebieg oglądali na ekranach telewizorów. W wyniku tych zdarzeń ucierpiały Nowy Jork, Waszyngton oraz Shanksville, najtragiczniejsze pod względem liczby ofiar było uderzenie przez terrorystów dwoma samolotami pasażerskimi w dwie wieże World Trade Center. Łącznie w wyniku zamachów zginęło prawie 3000 osób, a zdarzenia z 11 września odcisnęły piętno na wszystkich Amerykanach, a przede wszystkim Nowojorczykach – większość ofiar zginęło właśnie tu, na Dolnym Manhattanie. 9/11 Memorial Museum i Baseny – pomniki W miejscu tragicznych zdarzeń z 11 września w miejscu, gdzie stały wieże WTC dziś znajdują się dwa baseny upamiętniające każdą z ofiar zamachów oraz Muzeum poświęconym zamachom. To jedna z bardziej przejmujących wizyt w moim życiu (podobnie jak Muzeum Ludobójstwa Ormian w Erywaniu), ludzie zwiedzają praktycznie w absolutnie ciszy a tu i ówdzie słychać pociąganie nosem. Odwiedzenie muzeum, które upamiętnia tak tragiczne wydarzenia, które odbyły się za mojego życia, zapamiętam na zawsze. Punkt obowiązkowy podczas zwiedzania Nowego Jorku, wstęp w ramach New York Pass jest w cenie. Więcej informacji – sprawdź! Memorial 11 września w Nowym JorkuMemorial 11 września w Nowym JorkuMemorial 11 września w Nowym Jorku Manhattanhenge Absolutnym hiciorem mojego wyjazdu do Nowego Jorku stał się Manhattanhenge. Co to takiego spytacie? Już śpieszę wyjaśnić! Nadmienię jedynie, że rezerwując mój wyjazd nie miałam pojęcia, że idealnie wstrzelam się właśnie na Manhattanhenge! A można podziwiać je tylko dwa razy w roku – drugi raz w lipcu! Manhattanhenge to moment, kiedy zachodzące słońce na wysokości 42 ulicy zrównuje się z ulicą, a nazwa nawiązuje do słynnego Stonehenge, gdzie również podczas zachodu słońca można obserwować spektakularne widoki. Jak już wspomniałam, z moim wyjazdem wstrzeliłam się idealnie w pierwszą turę, która ma miejsce około 28-30 maja, druga okazja czeka zawsze w latem, między 11 a 12 lipca. Manhattanhenge w Nowym JorkuManhattanhenge w Nowym JorkuManhattanhenge w Nowym Jorku Osobiście nie wiem jak to możliwe, że nie słyszałam przed wyjazdem do Nowego Jorku o tym zjawisku, biorąc pod uwagę, jak bardzo jest popularne! Mostek na 42 ulicy po wschodniej stronie, nieopodal Tudor City, z którego najlepiej widać Manhattanhenge zajęty był już chyba 12 godzin wcześniej przez mniej lub bardziej profesjonalnych fotografów. Ja na podziwianie tego zjawiska wybrałam się doborową ekipą z Justyną i Dagmarą, na stałe mieszkającymi w Nowym Jorku oraz z Darkiem, moim czytelnikiem, z którym przypadkiem znaleźliśmy się w tym magicznym mieście w tym samym czasie. Oczywiście zaczęliśmy od wspomnianego mostka, ale szybko opuściliśmy okupowaną miejscówkę na rzecz skrzyżowania 42 ulicy i 2 alei, gdzie postanowiliśmy z poziomu ulicy polować na zachodzące słońce. Byliśmy tam już o 18:00, ale trzeba było zająć dobre miejsce i opanować technikę. Gdy światło zmieniało się na zielone, wychodzimy na środek i cykamy, ile wlezie. Taki był plan. Niebawem na skrzyżowaniu pojawił się policjant, rzekomo do kierowania ruchem, ale jakie miał szanse jeden przedstawiciel władzy wobec żądnego instagramowych lajków fotografów amatorów? Po tym, jak próbował z nami walczyć przez kilka zmian świateł z auta z pomocą megafonu, w końcu wysiadł i dbając, by nas nie rozjechano, ułatwiał nam atak na pasy i powrót na chodnik. I tak przez jakieś 20 minut, aż w końcu słońce zaszło. Warunki nie były idealne, w trakcie zachodu słońca pojawiła się mgła (ach ten mikroklimat Nowego Jorku!), ale i tak cała zabawa była absolutnie przednia! Kolejną okazję w lipcu miały już Justyna z Dagmarą, podjęły temat fotograficzny z wybrzeży Long Island i muszę Wam przyznać, że fotki również wyszły świetne! Wspomnienia z tego wieczoru zostaną ze mną na zawsze, świetnie się bawiłam! Więcej informacji – sprawdź! Street Art na Lower East Side Uwielbiam murale i sztukę uliczną a Nowy Jork pod tym kątem to ogromna gratka! Nie ma dzielnicy, w której nie powiłby się jakiś ciekawy mural, choć oczywiście dziś ma on inny charakter niż w latach 60., kiedy street art w pogrążonym w zbrodniach, biedzie i przemocy Nowy Jork, miał formę zwykłego graffiti. Autorami pierwszych graffiti były znudzone dzieciaki, które bazgrząc swoje imię na pociągach, komunikowali się z różnymi dzielnicami Nowego Jorku. Takie imię wymalowane na całym wagonie nowojorskiego metra to było coś! W ten sposób dzieciaki z Bronxu komunikowały się z rówieśnikami z Brooklynu. I nie nazywali się grafficiarzami, tylko pisarzami, poetami. Miasto z braku funduszy nie usuwało, jak się wszystkim wydawało bazgrołów, z pociągów. Z graffiti narodziła się współczesna sztuka uliczna oraz murale, które potrafią uchodzić za prawdziwe dzieła sztuki. Street art na Lower East Side Jak już wspomniałam, murale można znaleźć w Nowym Jorku praktycznie wszędzie, ja natomiast na ich poszukiwanie wybrałam się na Lower East Side wraz z wycieczką w ramach New York Pass, organizowaną przez Inside Out Tours Alternative New York Street Art Walking Tour: Lower East Side Sama dzielnica ma super ciekawą historię, to tutaj w latach 40. XIX wieku zaczęto budować kamienice czynszowe dla napływających z Irlandii i Niemiec imigrantów, a wkrótce wszystkich pozostałych narodowości, w tym Żydów i mieszkańców Europy Wschodniej. Wycieczka trwała około 3 godzin, z czego padało chyba przez dwie i pół, niemniej w niczym to nie przeszkadzało podziwiać ciekawe prace ulicznych artystów. Nasza przewodniczka miała nie tylko ogromną wiedzę na temat autorów ulicznych dzieł, ale również historii miasta w ogóle. Zachęcam Was gorąco do wybrania się z przewodnikiem śladem murali nie tylko po Lower East Side, ale również Brooklynie – taka wycieczka zawiera się również w ramach New York Pass. Muzea w Nowym Jorku Umówmy się, że można by zaplanować tygodniowy pobyt w Nowym Jorku tylko na zwiedzanie muzeów, jakie się tu mieszczą. Mnie nie udało się oczywiście odwiedzić wszystkich, można powiedzieć, że tylko zaostrzyłam sobie apetyt. Zwiedziłam jednak te najważniejsze (choć to co prawda bardzo subiektywne), a moje wrażenia znajdziecie poniżej. Amerykańskie Muzeum Historii Naturalnej Był to dla mnie absolutnie numer jeden muzeów do odwiedzenia, znane z tylu lepszych i słabszych filmów Amerykańskie Muzeum Historii Naturalnej rozbudzało moją wyobraźnię jeszcze na długo przed przyjazdem do Nowego Jorku. I muzeum faktycznie jest fantastyczne: bogate zbiory kości dinozaurów, realistyczne aranżacje stref klimatycznych i charakterystycznych dla nich zwierząt – rewelacja! Zwierzaki są tak realistyczne, że chyba już wiem, skąd narodził się pomysł na filmy Noc w muzeum. W Amerykańskim Muzeum Historii Naturalnej można spędzić długie godziny, a i tak pewnie nie uda się zobaczyć wszystkiego za pierwszym razem. Jedyne co miałabym do zarzucenia to słabe oznakowanie, mapki, które można otrzymać na wejściu, są dość mało czytelne i dopóki się gdzieś nie dotrze – nie wiadomo co będzie się zwiedzać. Choć rozumiem, że muzeum jest ogromne – składa się z 25 budynków, to jednak można to było lepiej oznakować. Do muzeum wybrałam się w ramach New York Pass, bez bilet kosztuje 23$. Więcej informacji – sprawdź! Amerykańskie Muzeum Historii NaturalnejAmerykańskie Muzeum Historii NaturalnejAmerykańskie Muzeum Historii Naturalnej The MET Uznawane za najlepsze nowojorskie muzeum – The MET, czyli Metropolitan Musem of Art istotnie zasługuje na ten tytuł. W tym przypadku nie wystarczyłoby nawet pięć wizyt, aby dokładnie zapoznać się ze zbiorami placówki, które jest również największe i najstarsze spośród nowojorskich muzeów. Przy nr 1000 Piątej Alei The MET ma swoją siedzibę od 1880 roku. Nieustająco rozbudowujące się muzeum, dzięki hojnym datkom darczyńców, ma unikalną kolekcję malarstwa, rzeźby, dzieł sztuki zdobniczej ze wszystkich epok z całego świata. O ile starożytny Egipt czy Grecja oraz ich dzieła sztuki są mi znane dzięki wizytom w europejskich muzeach, o tyle w przypadku Metropolitan Musem of Art zależało mi głównie na Amerykańskim Skrzydle, by poznać lepiej sztukę oraz style obowiązujące w Stanach Zjednoczonych od początków XVII wieku do początków XX wieku. W planie zwiedzania Nowego Jorku Metropolitan Museum of Art to pozycja obowiązkowa! Bilet wstępu, jak już wspominałam wyżej przy okazji genialnego tarasu widokowego na 5. piętrze, zawarty jest w ramach New York Pass (bez to 25$). Więcej informacji – sprawdź! Muzeum Intrepid Sea, Air and Space Jaaaakie to jest genialne muzeum! Musicie się tu wybrać, choć Intrepid nie znajduje się na szczycie list miejsc do odwiedzenia w Nowym Jorku. USS Intrepid, który stanowi siedzibę muzeum, zacumowany jest na rzece Hudson, po wschodniej stronie miasta przy przystani nr 86, na wysokości 46. ulicy. Poza lotniskowcem w skład muzeum wchodzi również okręt podwodny USS Growler, samolot pasażerski Concorde, prom kosmiczny Enterprise oraz masa różnego rodzaju sprzętu latającego: helikoptery, śmigłowce itd. W każdym miejscu można spotkać zaangażowanych pracowników, zwykle byłych wojskowych, którzy zawsze chętnie odpowiedzą na Wasze pytania. Pracują tu naprawdę świetni ludzie! Dodatkowo z pokładu Intrepid rozpościera się super widok na okoliczne wieżowce. Wejście w ramach New York Pass jest darmowe (bilet 33$), więcej informacji – sprawdź! Intrepid Sea, Air & Space MuseumIntrepid Sea, Air & Space MuseumIntrepid Sea, Air & Space Museum Harlem Na ostatnie 2 dni w Nowym Jorku przeprowadziłam się do Harlemu, który mimo że jest tak odmienny od Midtown, przyjął mnie bardzo miło, od pierwszych kroków stałam się sweetheart, darling i sweetie. Nie powiem, było to bardzo sympatyczne, że wołali za mną, żeby się przywitać i zagadywali mnie obcy ludzie na ulicy, którzy nie mieli żadnych ukrytych motywów. Ulice w Harlemie są znacznie szersze niż na Dolnym Manhattanie, ludzie poruszają się nieśpiesznie. Kamienice z czerwoną elewacją z piaskowca, gęsto posadzone drzewa wzdłuż uliczek oraz kościoły – właściwie co krok. Takie są moje wrażenia z Harlemu, gdzie mieszkałam w jednej z kamienic nieopodal stacji metra 145 Street. Wiele osób pytało mnie przed wyjazdem o bezpieczeństwo, muszę przyznać, że po Harlemie poruszałam się o różnych porach i nigdy nie czułam się niepewnie. Harlem w Nowym JorkuHarlem w Nowym JorkuHarlem w Nowym JorkuHarlem w Nowym Jorku Gospel Myślicie gospel i widzicie sceny z Zakonnicy w przebraniu? Niestety, ten obrazek lepiej zostawić przed drzwiami kościoła w Harlemie. By poznać lepiej dzielnicę i posłuchać gospel wybrałam się na wycieczkę w ramach New York Pass ponownie z Inside Out Tours Harlem Gospel Experience Walking Tour W planie zwiedzania znalazł się między innymi słynny Apollo Theatre, gdzie zaczynały największe, czarnoskóre gwiazdy muzyki współczesnej. O ile zwiedzanie Harlemu było bardzo ciekawe i dostarczyło mi mnóstwo fajnych informacji, o tyle sama wizyta w kościele i udział w mszy, podczas której chór gospel odśpiewał 3 piosenki była raczej rozczarowująca. Mam co prawda nadzieję, że po prostu miałam pecha, niemniej nasza przewodniczka nie pozostawiła nam złudzeń, że Zakonnica w przebraniu ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. A jakie są Wasze doświadczenia? Harlem w Nowym JorkuHarlem w Nowym JorkuHarlem w Nowym JorkuHarlem w Nowym Jorku Katedra Świętego Jana Bożego w Nowym Jorku Na skraju Harlemu i Morningside Heights mieści się Katedra Świętego Jana Bożego, której budowa rozpoczęła się pod koniec XIX wieku i wciąż nie została tak naprawdę ukończona. Mimo wszystko Katedrę można zwiedzić, bilet wstępu (1o$) zawarty jest w New York Pass. Pierwsza msza odbyła się w 1941 roku przed atakiem Japończyków na Pearl Harbor. Konstrukcja świątyni i jej rozmiary pozwalają pomieścić nawet 5000 wiernych, dzięki czemu stanowi jeden z największych kościołów na świecie. Spektakl na Broadway’u Punktem obowiązkowym w moim planie zwiedzania Nowego Jorku było wybranie się na jakikolwiek tak naprawdę spektakl na Broadway’u. Przed wyjazdem obserwowałam, co jest grane i wstępnie byłam zdecydowana na Icemen Cometh z Denzelem Washingtonem w głównej roli. Początkowo miałam zamiar kupić bilety przez jedną z aplikacji TKTS lub Today’s Tix, jednak prowizja w wysokości 12$ skutecznie mnie zniechęciła i wybrałam się po prostu bezpośrednio do teatru. Za najtańszy bilet na ten spektakl w Jacob’s Theatre zapłaciłam 79$. W dniu spektaklu w kasie można było je dostać za połowę ceny, nie ma jednak gwarancji. Spektakle typowo muzyczne, np. Alladyn można było w normalnej cenie obejrzeć za niecałe 40$, mnie jednak zależało na Denzelu. I teraz oglądając go na ekranie mogę powiedzieć „widziałam go kiedyś na żywo na Broadway’u”. Jeśli chodzi o samo doświadczenie, pomimo najtańszych biletów w ostatnich rzędach teatr był bardzo wysoki, a fotele dość stromo ustawione, dzięki czemu widziałam bardzo dobrze scenę z góry. Teatr był nieznośnie klimatyzowany i po pierwszym akcie trzęsłam się z zimna. Idąc do teatru na Broadway’u ludzie jakoś szczególnie się nie stroją, choć ja uparłam się, że na spektakl idę w szpilkach i kropka! Spektakl trwał 4 godziny i choć Denzel oraz drugi wybitny aktor, David Morse, dali niesamowity popis aktorski, nie spodziewałam się tak długiej sztuki, czasami nieco przegadanej. Na koniec natomiast spodziewałam się bardziej podniosłej atmosfery i co najmniej kwadransa oklasków, a tu aktorzy się ukłonili i poszli. Występy na Broadway’u, choć wydają się brzmieć dumnie, traktowane są tutaj trochę jak chałtura. Niemniej doświadczenie samo w sobie było genialne i udało mi się spełnić kolejne marzenie! Broadway w Nowym JorkuBroadway w Nowym Jorku I jak Ci się podobało? Przekonałam Cie do odwiedzenia Nowego Jorku? A może zawsze o tym marzyłeś, tylko nie wiedziałeś jak się zabrać za planowanie wyjazdu? Daj znać w komentarzu! A jeśli spodobał Ci się ten wpis i uznasz go za wartościowy, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim z innymi korzystając z kolorowych przycisków poniżej. Dziękuję! Zapraszam Cię również na mój fan page na Facebooku Kto podróżuje ten żyje dwa razy, skąd dowiesz się gdzie aktualnie jestem i dokąd się wybieram. Do zobaczenia! Home Jest 1 błądProdukt nie jest już dostępnyOstatnio oglądaneJeszcze nie oglądałeś u nas żadnych produktów... Mamy nadzieję iż to się zmieni ;) Pamiętacie moją relację z wystawy "Fotoplastikon Warszawski. Lubię to!", która to miała miejsce w listopadzie zeszłego roku? Opisywałem wtedy co, gdzie, jak i kiedy... Wtedy była to moja własna relacja na ten temat. Niedawno, w pierwszym numerze kwartalnika "Stereoscopy", będacego informatorem Międzynarodowego Stowarzyszenia Stereoskopowego (ISU) znalazł się artykuł Andrew Lauren’a, z dokładnym sprawozdaniem w wystawy. Andrew przyleciał specjalnie na dwa dni z Nowego Jorku, by odwiedzić Warszawski Fotoplastikon i zobaczyć wystawę. Oto co napisał:Fotoplastikon Warszawski. Niespodziewana podróż. Moja wycieczka do Warszawskiego Fotoplastikonu. Andrew Lauren, Port Washington, Nowy Jork, Stany Zjednoczone. Warszawski Fotoplastikon to rodzaj stereoskopowego teatru. Jest to duże, drewniane, owalne urządzenie, o wysokości 2,3m i średnicy 3,7 m. Ma 24 stanowiska wizyjne, każde wykonane z drewnianego, pionowego panelu, z którego wystają mosiężne okulary. Przed każdym stanowiskiem wizyjnym znajduje się krzesło. 48 stereoskopowych przeźroczy obraca się automatycznie w fotoplastikonie. Każde przeźrocze można oglądać przez 14 sekund. A potem przesuwa się ono z prawej do lewej, w kierunku następnego stanowiska wizyjnego. Za jednym razem można obejrzeć 24 przeźrocza. Pozostałe 24 stereogramy są umiejscowione między stanowiskami wizyjnymi. Osoba siedząca przy stanowisku wizyjnym obejrzy wszystkie 48 przeźroczy w ciągu 11 minut. Każde przeźrocze jest podświetlone od tyłu. Fotoplastikon Warszawski działa w tym samym miejscu od 1908 roku i jest najstarszym działającym fotoplastikonem w Europie. „Fotoplastikon” nie jest polskim słowem. Stanowi złożenie dwóch greckich słów: foto – światło i plastikos – rzeźbiarski. Tak więc, fotoplastikon to urządzenie zamieniające 2-D zdjęcie w obraz trójwymiarowy. Warszawski Fotoplastikon przypomina słynną Kaiserpanoramę ( Panoramę Cesarską). Ale nią nie jest. Fotoplastikon Warszawski ma 24 stanowiska wizyjne, a Panorama – 25. Są jeszcze inne różnice. Fotoplastikon to ogólne określenie, opisujące jakiekolwiek urządzenie pozwalające na oglądanie więcej niż jednego stereogramu. Może to być urządzenie dla publiczności, takie jak w Warszawie – z wieloma stanowiskami wizyjnymi. Może też być urządzeniem do użytku osobistego z jednym wizjerem. Panorama Cesarska jest czymś bardziej specyficznym: stereoskopowym teatrem, opatentowanym w 1890 przez Augusta Fuhrmanna. U szczytu popularności, w Europie działała sieć ponad 250 takich teatrów. Niestety, wynalazek kina doprowadził do upadku Kaiserpanoramy. Fotoplastykon warszawski nie był częścią tej sieci. Obecnie, Fotoplastikon Warszawski posiada ok. 7000 przeźroczy. Idąc Alejami Jerozolimskimi spojrzałem na Pałac Kultury i Nauki. Całkowicie dominuje nad krajobrazem. Stoi samotnie, swoim rozmiarem roztaczając aurę niepokonanej świetności. Zatrzymuję się na chwilę, aby wchłonąć jego wspaniałość. Po chwili ruszam dalej. Tego listopadowego, zimnego poranka czeka na mnie inne miejsce. Celem mojej wycieczki jest Fotoplastykon Warszawski. Wycieczki, której przygotowanie trwało 2 lata i wymagało ode mnie nocnego lot z Nowego Jorku do Warszawy. Owa niespodziewana podróż zaczęła się w styczniu 2017 od internetowej pogawędki z Tomaszem Bielawskim. Tomasz opowiedział mi o swoim projekcie wystawy w ponad 100-letnim Warszawskim Fotoplastikonie. Tytuł wystawy miał brzmieć „Fotoplastikon – Lubię to!” Tytuł miał nawiązywać do sposobu w jaki współczesna kultura okazuje aprobatę w mediach społecznościowych. Wystawa miałaby pokazać, że stereoskopia nie jest uroczą osobliwością z przeszłości. Tomasz zamierzał zebrać 48 stereogramów od 48 fotografów z całego świata, publikujących swoje stereogramy na Fecebooku. „Lubię to” w tytule wystawy nawiązuje do faktu, że funkcja ‘polub ’ to dla użytkownika Facebooka najczęstszy sposób wyrażenia aprobaty dla postu innego użytkownika. Tomasz i ja przedyskutowaliśmy, który stereogram byłby moim wkładem w wystawę. Zdecydowaliśmy, że najlepszym wyborem będzie mój stereogram „Pływającego mola” Christo. Tomasz zapytał mnie także o innych znajomych fotografów, którzy byliby chętni do wzięcia udziału w wystawie. Podałem mu kilka nazwisk. Tomasz przewidywał, że wystawa zostanie otwarta za kilka miesięcy (w 2017). No cóż, okazało się to nie takie proste. Przez półtora roku kontaktowałem się z Tomaszem, pytając: Czy już? I za każdym razem Tomasz opowiadał o kolejnych opóźnieniach. 2017…. Zaczął się i się skończył…. Wystawy nie było. 2018 …zaczął się i wydawało się , że wystawa także się nie odbędzie. Aż tu nagle, Tomasz napisał, że wystawa zostanie otwarta za 16 dni i będzie trwać tylko 2 tygodnie , od 14 listopada do 1 grudnia. Mój podziw dla Tomasza poszybował w górę! To jego pasja i determinacja powołała wystawę do istnienia. Musiałem to zobaczyć! Jak mógłbym nie obejrzeć mojego własnego stereogramu w tym unikatowym i oryginalnym miejscu! Przecież nie będzie drugiej takiej szansy! Ale od chęci zrobienia czegoś do urzeczywistnienia tego, daleka droga. Miałem bardzo mało czasu i mnóstwa skomplikowanych działań logistycznych. Ale , w końcu udało mi się znaleźć sposób. 15 listopada wszedłem na pokład nocnego samolotu z Nowego Jorku do Oslo, gdzie przez 8 godzin musiałem poczekać na połączenie z Warszawą. Ale nie ma tego złego – miałem czas na obejrzenie chociaż fragmentu miasta. W Warszawie wylądowałem późnym wieczorem 16 listopada. Na zobaczenie wystawy i kilku miejsc w Warszawie miałem tylko sobotę. W niedzielę w południe wylatywałem do Nowego Jorku. Było to jedyne takie doświadczenie w moim życiu, a ten wyjątkowo krótki (w porównaniu z innymi podróżami) pobyt w Warszawie tylko wzmagał moje podniecenie. Idąc Alejami Jerozolimskimi w zimny, sobotni poranek, naprawdę nie miałem pojęcia co zobaczę. Oczywiście widziałem zdjęcia Warszawskiego Fotoplastikonu i Kaiserpanoramy. Wiedziałem też, że Tomasz zorganizował spotkanie z kilkoma członkami polskiej grupy stereoskopowej. Zorganizował także przyjęcie na otwarcie wystawy. Zastanawiałem się jak się dogadamy, bo przecież w ogóle nie mówię po polsku. Ale Tomasz zapewnił mnie, że jeden z członków grupy, Borys Wasiuk, mówi płynnie po angielsku. On będzie moim tłumaczem. Byłem bardzo wdzięczny Tomaszowi za jego wspaniałą gościnność. Spotkaliśmy się w Fotoplastikonie w Alejach Jerozolimskich 51. Tomasz, Syaiful Bahri i Borys Wasiuk już na mnie czekali. Wreszcie mogłem ich spotkać osobiście! Do tej pory kontaktowaliśmy się przez Internet, wymieniając maile albo wysyłając sms-y. Gdy się witaliśmy, zauważyłem na wejściu budynku plakat reklamujący wystawę. Co więcej, na fasadzie budynku, obok plakatu umieszczono stereoskop. Niestety, wilgotne powietrze dostało się do wizjera, obiektyw był zaparowany, więc nie mogłem zobaczyć zdjęcia. W końcu nadszedł czas, żeby zobaczyć fotoplastikon. Przeszliśmy przez bardzo ciężką bramę i znaleźliśmy się na owalnym dziedzińcu otoczonym kilkupiętrową kamienicą. Po drugiej stronie dziedzińca znajdował się jeszcze jeden drogowskaz do Fotoplastykonu i wejście do celu mojej wycieczki. Minęliśmy korytarz i weszliśmy do małego, zaciemnionego pokoju z fotoplastikonem i krzesłami przed każdym stanowiskiem wizyjnym. Nareszcie! Stałem przed historycznym urządzeniem, o zobaczeniu którego marzyłem od dwóch lat i do którego podróżowałem z drugiego końca świata! Mieliśmy go tylko dla siebie! Szybko usiedliśmy na krzesłach żeby zacząć oglądanie. Raz usiadłszy, wszystko co musiałem zrobić, to pochylić się w stronę mosiężnych okularów. Nad stereoskopem były umieszczone karty z tytułem każdej fotografii. Przesuwały się one razem ze stereoparami. Każda karta była w dwóch językach: polskim i angielskim i zawierała tytuł stereogramu, nazwisko, miasto i kraj pochodzenia fotografa. Pod wizjerem dookoła fotoplastykonu była półka na której można było oprzeć ręce. Czułem się jak dzieciak w sklepie z cukierkami! Tak bardzo chciałem zanurzyć się w tym przeżyciu i obejrzeć przeźrocza wystawy. Oczywiście, najbardziej emocjonującym momentem będzie zobaczenie mojego własnego stereogramu! Usiadłem na moim stanowisku. Spojrzałem na prawo i lewo na inne okulary, zastanawiając się gdzie jest mój stereogram. Czy zobaczę go od razu, jak tylko popatrzę w wizjer na moim stanowisku? Pochyliłem się, drżąc z podniecenia. Popatrzyłem w wizjer i wszystkie myśli o zobaczeniu mojego własnego stereogramu odleciały gdzieś pod nasadę czaszki ( no, może nie zupełnie wszystkie) bo patrzyłem na przesuwające się przed moimi oczami cuda fotografii stereoskopowej. Słychać było delikatny terkot, kiedy wewnętrzna maszyneria fotoplastikonu przesuwała przeźrocza z prawej do lewej. Borys usiadł po mojej lewej stronie. Rozmawialiśmy o oglądanych stereogramach i fotoplastikonie. Podczas naszej rozmowy uświadomiłem sobie, że kształt fotoplastikonu prowokuje towarzyskie interakcje w sposób w jaki nowoczesna rozrywka, np. kino, gry tego nie robią. Szybko przyzwyczaiłem się najpierw czytać tytuły, a dopiero potem patrzeć w wizjer. Reklama wystawy na Facebooku wymienia wszystkich fotografów , którzy nadesłali swoje stereogramy. Znałem wielu z nich osobiście, ale nie wiedziałem które stereogramy były ich. Kiedy karty z tytułami i nazwiskami fotografów pojawiały się na moim stanowisku, z niecierpliwością pochylałem się aby zobaczyć ich prace. Czułem się dumny oglądając wytwory talentu moich przyjaciół. Niektórych nazwisk w ogóle nie znałem i kiedy patrzyłem na nie, czułem ten specyficzny dreszczyk emocji, bo przecież ja także byłem częścią większej, międzynarodowej społeczności talentów twórczych. Szczególne wrażenie wywarły na mnie prace polskiej grupy stereoskopowej. Poza Tomaszem Bielawskim i Syaifulem Bahri, nie znałem ani tych ludzi, ani ich prac. Jednakże po zapoznaniu się z ich stereogramami postanowiłem śledzić ich aktywność twórczą. Jeden przepiękny stereogram ukazywał las i wlewające się w niego światło. Słyszałem, że efekt ten nazywa się „światłem Boga”. Była to praca nieżyjącego już niestety Faramarza Ghahremanifara. Byłem zachwycony faktem, że tak twórczy talent pokazano na wystawie. Nagle zapytano mnie czy chciałbym wejść do środka fotoplastikonu i zobaczyć mechanizm przesuwający przeźrocza. Oczywiście chciałem! Ale jak? Pod półką okalającą urządzenie wisiała tkanina. Po podniesieniu płótna ukazały się drzwi, przez które można się przeczołgać do środka. Natychmiast padłem na kolana i na czworakach przelazłem z półmroku zewnętrza fotoplastykonu do jego jasno oświetlonego wnętrza. Wkrótce dołączyli do mnie Tomasz, Syaiful i Borys. Ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że w środku wcale nie było gorąco, chociaż paliło się mnóstwo żarówek. Wytłumaczono mi, że zastosowano energooszczędne żarówki. A jakże! Dotknąłem! Rzeczywiście chłodne! Bardzo mnie interesowało w jaki sposób przeźrocza obracają się dookoła fotoplastykonu. Otóż prąd dostarczany do fotoplastykonu napędza stary silnik od pralki! Silnik obraca pionowo ustawione koło, do którego jest przymocowany rodzaj ramienia. Kiedy ramię osiąga pozycje na dotyka dźwigni, podnosi ją, wprawia w ruch fotoplastykon i przesuwa slajdy na wyznaczone miejsce. Zanim ramię osiągnie pozycję na mija dźwignię, która opada i kończy przesuwanie slajdów. Slajdy pozostają na każdym stanowisku przez 14 sekund, a potem przesuwają się dalej. Pierwotnym źródłem prądu w fotoplastykonie był mechanizm zegarowy z ciężarami i pozwalał urządzeniu działać przez 3 godziny. Gdy skończyliśmy, przeczołgaliśmy się z powrotem na zewnątrz i poszliśmy do sąsiedniego pomieszczenia na wernisaż. Tam spotkałem resztę grupy. Wreszcie mogliśmy porozmawiać i lepiej się poznać. Na wernisaż przychodziło coraz więcej ludzi. Chętnie odpowiadaliśmy na pytania dotyczące wystawy i fotografii stereoskopowej. Bardzo miłym dla mnie momentem było przybycie małżeństwa z dwójką dzieci. Dzieciaki były naprawdę zainteresowane sposobem w jaki powstawały zdjęcia, więc kucnąłem i pokazałem im swój tandem stereoskopowy. Pozwoliłem im zrobić zdjęcie, żeby zobaczyły jak to działa. Były absolutnie zafascynowane! Byłoby cudownie, gdyby wystawa zainspirowała ludzi, szczególnie młode pokolenie, do zajęcia się fotografią stereoskopową. Wróciłem do pomieszczenia z fotoplastikonem. Wiele stanowisk było zajętych przez nowo przybyłych gości. Przez kilka minut chodziłem dookoła fotoplastikonu i dzieliłem się z nimi ich zachwytem. Znalazłem wolne miejsce. Usiadłem, i ponownie slajdy przeniosły mnie do cudownych, odległych miejsc. Kolejne, wspaniałe przeźrocza przesuwały się przed moimi oczami. Nagle pojawił się obraz słonecznego, letniego dnia nad włoskim jeziorem! Znałem ten obraz bardzo dobrze! Wreszcie mogłem zobaczyć mój własny wkład w wystawę! Ale nie dane mi było długo cieszyć się tym widokiem. Zbyt szybko usłyszałem terkotanie maszynerii fotoplastikonu. Moje zdjęcie dołączyło do parady innych stereogramów, oglądanych przez następną osobę, i następną, i następną i następną….. . Około południa przyszedł czas pożegnać się i ruszyć w swoja stronę. Wyraziliśmy nadzieję na spotkanie w Lubece na konferencji ISU w 2019. Wyszedłem z muzeum razem z Borysem. Na pasku aparatu miałem odznakę mojej grupy stereoskopowej: The New York Sterescopic Association. Podarowałem ją Borysowi na pamiątkę tego szczególnego dnia. Pomyślałem sobie, że ten prosty gest będzie wspaniałą kodą zamykającą dwuletnie marzenia Tomasza, aby pokazać w warszawskim fotoplastykonie fotografie stereoskopowe z całego świata. Po obejrzeniu tak wielu pięknych stereogramów, poczułem się zainspirowany do stworzenia nowych w tym krótkim czasie jaki mi jeszcze pozostał w Warszawie. Spojrzałem na drugą stronę ulicy na Pałac Kultury i Nauki. W niewielkiej odległości ode mnie sterczała także gitara reklamująca Hard Rock Cafe. Oho! Poczułem twórczy potencjał połączenia tych dwóch symboli. Wraz z innymi pieszymi przeszedłem przez ulicę i zacząłem fotografować. Stereoscopy nr 1 2019 Artykuł Andrew Lauren'a Serdeczne dziękuję pani Bercie Chojnowskiej i Ewie Pyrczak za przetłumaczenie artykułu.

kiedy powstał obraz dzieciaki z nowego jorku